czwartek, 22 października 2009
niedziela, 26 października 2008
wtorek, 08 kwietnia 2008
Strzał w kolano, czyli raz jeszcze o ofensywie Polsatu
Sobota, punkt 18. Elegancki Hubert Urbański i dwudziestokilkuletnia pretendentka do tytułu mistrza zasiadają w studiu TVN. Rozpoczyna się podwójna gra. Gra o milion złotych i gra między TVN-em a Polsatem o miliony widzów przed telewizorami. Pojedynek trwa godzinę - TVN triumfuje, uczestniczka Milionerów wychodzi ze studia z 500 tysiącami, polsatowski Strzał w 10 ponosi klęskę. Jeszcze żadnemu z uczestników polskiej edycji Milionerów nie udało się przebrnąć przez wszystkie pytania, dotrzeć na szczyt i zdobyć głównej wygranej. Czek na milion złoty czeka na swojego właściciela niezmiennie od 1999 roku. Weekendowe popołudnie miało szansę przejść do historii polskiej telewizji. W Milionerach mógł paść milion. Od tak wysokiej wygranej uczestniczkę dzieliło zaledwie jedno pytanie. Mimo dwóch kół ratunkowych młoda dziewczyna wycofała się z gry. Niepewna swojej odpowiedzi, nie podjęła ryzyka. Stawka była za wysoka. Zakończyła teleturniejową przygodę z kwotą pół miliona i uśmiechem na ustach. Emocjonujący pojedynek z pytaniem za milion przyciągnął przed telewizory imponującą widownię. Milionerzy zanotowali udziały na poziomie – bagatela – 45 punktów procentowych. Co oznacza, że niemal połowa wszystkich włączonych w Polsce po 18 telewizorów, ustawiona była na stacji TVN. Widzów rzecz jasna zwabiła potencjalna wygrana i związane z nią emocje, jednak bezapelacyjnie tak wysoki wynik zapewniła stacji także potężna autopromocja antenowa oraz zmasowane działania PR. Emitowany w tym samym czasie, nowy teleturniej Polsatu - Strzał w 10 - okazał się być produkcją zbyt małego kalibru, by sprostać konkurencji. Nie podołał sile marki Milionerów. Uzyskał zaledwie 10,8 % udziałów w rynku, to jest o niemal połowę mniej niż tydzień wcześniej, gdy debiutował. TVN odebrał Polsatowi część widowni. Ofensywna strategia programowa, na którą zdecydował się Polsat nie przyniosła zamierzonego efektu: stacja nie osłabiła pozycji TVN-u. Koncepcja emitowania nowego teleturnieju dokładnie w tym samym czasie antenowym, co Milionerów okazała się być strzałem w kolano. Rozwiązanie to pogrążyło polsatowski teleturniej. Stacja skazała dynamiczny, kontrowersyjny i sprawdzony za granicą format na porażkę. A szkoda, bo to produkcja warta uwagi i z pewnością, gdyby była nadawana o innej godzinie - to miałaby szansę zaistnieć w świadomości widzów i zdobyć przyzwoite udziały. Zobacz także: Strzał w TVN, o ofensywie Polsatu. Wg AGB, 16-49.
niedziela, 06 kwietnia 2008
Fabryka luster, czyli krótko o telenowelach
Dziesiątki tytułów, setki zekranizowanych perypetii z życia wziętych, miliony widzów przed telewizorami. Telenowelowy świat dzieje się każdego dnia. Trudno wyobrazić sobie bez niego współczesną telewizję. Telenowela zakorzeniła się już na dobre w ramówkach stacji telewizyjnych. Stała się integralnym elementem ofert programowych nadawców. Tylko w 2005 roku cztery największe stacje: TVP1, TVP2, Polsat i TVN wyemitowały łącznie ponad 1500 godzin premierowych odcinków polskich produkcji. Opery mydlane cieszą się dużą popularnością. Pozornie nasycony rynek wciąż wchłania kolejne tytuły, a te bez trudu znajdują swoich odbiorców: choćby wdrożone jesienią zeszłego roku Barwy szczęścia i Tylko miłość. Uznane tytuły przyciągają miniony widzów. Każdy odcinek M jak Miłość gromadzi przed telewizorami ponad 3,5 miliona fanów. głównie kobiety, choć i mężczyzn nie brakuje - ci bowiem stanowią przeszło 30 procent widowni. W poniedziałkowe i wtorkowe wieczory ponad 50% odbiorników telewizyjnych włączonych jest na Dwójce. Widzowie od lat wiernie śledzą poczynania Mostowiaków, podobnie zresztą jak i losy Lubiczów, Brzozowskich i innych klanów. Szczegółowe dane na temat oglądalności wybranych telenoweli znajdują się na poniższym wykresie.
(Dane wg TNS OBOP, linia obrazuje udziały, słupki widownię.) Pierwsza polska produkcja o znamionach telenoweli pojawiła się u schyłku PRL-u. Piosenka Grzegorza Markowskiego, wykorzystana w czołówce, regularnie przez ponad dwa lata rozbrzmiewała w kilkunastu milionach mieszkań. Frazę – (…) w labiryncie ludzkich spraw, zagubieni Ty i ja, odnajdziemy światło dnia, na przekór nocy (…) - znali niemal wszyscy, podobnie jak i perypetie głównych bohaterów. Produkcja ta do dziś często postrzegana jest jako pierwsza polska opera mydlana, tymczasem z definicji nigdy nią nie była. Telenowela bowiem to szczególna forma serialu. To niekończąca się opowieść, która trwa tak długo, jak długo tłumnie oglądają ją widzowie. Najistotniejszą jej cechą gatunkową jest abstrakcyjna struktura powiązań i zależności między bohaterami, która pozwala w nieskończoność multiplikować ich perypetie. W labiryncie takiej natury nie miało. Była to historia długa - bo studwudziestoodcinkowa, jednak skończona. Autorski scenariusz przewidywał wstęp, rozwinięcie i pointę. Wszystkie wątki zostały zamknięte, a ostatni odcinek nosił tytuł Pożegnanie. Była to jednak produkcja nie bez znaczenia. Stanowiła ona bowiem - razem z zachodnimi tytułami, takimi jak Dynastia, czy Pokolenia (emitowanymi w Telewizji Polskiej na początku lat 90.) podwaliny pod rynek telenoweli sensu stricte. Ich wysokie udziały i wierna widownia ośmieliły polskich producentów. Historia rodzimych telenoweli jest krótka. O ile najstarsze opery mydlane – Klan i Złotopolscy – mają dopiero jedenaście lat, o tyle w Stanach Zjednoczonych siedem na dziesięć telenoweli ma już przynajmniej ćwierć wieku; losami tych samych bohaterów żyją kolejne pokolenia Amerykanów. Telenowelowe trzęsienie ziemi nastąpiło w Polsce po 2000 roku. A po trzęsieniu ziemi, zgodnie z zasadą Alfreda Hitchcocka, napięcie mogło już tylko rosnąć. Nadawców najpewniej zmotywowały sukcesy, jakie odnosiły dwa prekursorskie tytuły. Kolejne opery zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu - nastała epoka produkcji przemysłowej, produkcji na masową skalę. Obecnie w ofercie programowej największych stacji telewizyjnych znajdują się dziesiątki tytułów. Każdego dnia widzowie mogę spędzić kilka godzin w towarzystwie swoich ulubionych bohaterów. Tylko jutro na ekranach telewizorów zagoszczą kolejno: Klan (17:35, TVP1), Pierwsza miłość (18:00, Polsat), Plebania (18:30, TVP1), Samo życie (19:30, Polsat), M jak Miłość (20:05, TVP2) i Na wspólnej (20:55, TVN). Niemal wszystkie nadane zostaną w primie timie - co oznacza, że są to pozycje strategiczne dla nadawców. Opery mydlane istnieją i istnieć będą, bo nieustannie zaspakajają głód narracji, zaspakajają naturalną dla człowieka potrzebę: plotki, anegdoty i gawędy. Telenowele pozwalają widzom uciec od codzienności, przez chwilę żyć życiem innych, obserwować ich problemy i troski. Są jak lustro, w którym można się przejrzeć i zobaczyć własny los. To swoisty fenomen psychospołeczny.
piątek, 04 kwietnia 2008
Wtorkowe pasmo sukcesów TVN-u
Wiosenne zmiany programowe we wtorkowym, wieczornym paśmie TVN-u przyniosły zamierzony efekt. Kolejny tydzień z rzędu stacja nie dała szans konkurencji. Widzownie należeli do niej. A wszystko za sprawą trzech kolejno nadawanych pozycji: seriali Na Wspólnej i 39 i pół oraz przeniesionego z niedzieli Kuby Wojewódzkiego. W miniony wtorek udziały stacji oscylowały w porze nadawania tych programów, tj, od 20:55 do 23:25, na poziomie 29 punktów procentowych. Na Wspólnej cały czas umacnia swoją pozycję. O ile w marcu zeszłego roku średnie udziały serialu wynosiły 23.9 punktu procentowego, o tyle wtorkowy odcinek uzyskał aż 28.1. Fabularną historię śledziło 1.8 miliona widzów. Nowy serial 39 i pół, z Tomaszem Karolakiem i Darią Widawską, okazał się być strzałem w dziesiątkę. Serial od premierowego odcinka zyskał sympatyków. Każdy dotychczas wyemitowany odcinek oglądało blisko 1.7 miliona widzów, co daje 29.5% udziału w rynku. . Przeniesiony z niedzieli na wtorek show Kuba Wojewódzki zgromadził widownię identyczną z widownią, którą uzyskiwał w ramówce jesiennej, tj. 1.2 miliona widzów, poprawił jednak znacznie swoje udziały: z 22.4 do 30 punktów procentowych. Wtorkowe pasmo wieczorne TVN-u, to pasmo sukcesów. Od chwili wprowadzenia wiosennego układu ramowego stacja znacząco poprawiła dotychczasowe wyniki, zostawiając konkurentów daleko w tyle. Średnie, wtorkowe udziały TVN-u w marcu tego roku wyniosły bowiem 27.4 punktu procentowego, czyli 6.6 więcej niż w jesiennym sezonie ramówkowym. Pozostaje pogratulować.
Wg TNS OBOP, grupa celowa 16-49.
środa, 02 kwietnia 2008
Format telewizyjny
Format telewizyjny – zbiór praktycznych reguł, opisujących charakter i zasady realizacji audycji telewizyjnej. Format to jasne, wyeksplikowane w stosownej dokumentacji wytyczne, umożliwiające firmom producenckim oraz stacjom telewizyjnym redakcję i produkcję audycji. Pośród zasad zebranych w dokumentacji formatów telewizyjnych znajdują się m.in.: nazwa audycji, opis jej charakteru; informacja o potencjalnych odbiorcach; sugestia dnia i godziny nadawania; szczegółowy plan produkcyjny i techniczny (w tym: wytyczne co do: scenografii, światła, grafiki, muzyki, montażu); materiał prezentujący sposób realizacji formatu w innych krajach (odcinki, zwiastuny), dane o wynikach oglądalności edycji już zrealizowanych, przykłady haseł promocyjnych i materiałów marketingowych, wyniki badań jakościowych i ilościowych formatu. Dokumentacja może liczyć od kilkudziesięciu do kilkuset stron, a jej zawartość może różnić się w zależności od potrzeb, wynikających z charakteru i złożoności formatu. Format więc to, najkrócej rzecz ujmując, kompletny opis receptury, niezbędnej do realizacji audycji telewizyjnej. Format telewizyjny jest własnością jego twórcy. Stacje telewizyjne i firmy producenckie korzystają z formatów wyłącznie na podstawie licencji na jego realizację, produkcję i emisję, udzielaną odpłatnie na określony czas przez twórcę/posiadacza praw. Jeden format może być realizowany w wielu krajach. Ze względu na warunki kulturowe formaty ulegają modyfikacjom i adaptacjom. Obecnie znaczna część audycji, nadawanych w polskich stacjach telewizyjnych to sprawdzone już za granicą formaty. Polska jednak jest także wytwórcą koncepcji programowych. Polskie formaty realizowane są w kraju, ale także dystrybuuje się je i wdraża w innych europejskich państwach: choćby rosyjska wersja M jak Miłość, emitowana pod nazwą Lubow kak lubow. Mnogość telewizyjnych formatów spowodowana jest przede wszystkim tym, że są to koncepcje sprawdzone na innych rynkach, a przez to rokujące pożądane udziały i widownię. Poniższa grafika obrazuje, jak pomysł staje się formatem.
Telewizyjny tort, wiosna 2008
TVP1, TVP2 i Polsat tracą udziały w rynku, TVN zyskuje. Kanały tematyczne rosną w siłę. W marcu pozycję lidera uzyskała Jedynka. Tuż za nią uplasował się TVN, a kolejno Polsat i Dwójka. Poza stacją TVN wszystkie kanały w porównaniu do analogicznego okresu w 2007 r. straciły udziały w rynku. Największy spadek zanotował Polsat – aż 3.7 punktu procentowego, następnie TVP1 – 1.2 i TVP2 – 0.9. TVN zaś zwyżkował i ugrał 1.3 punktu procentowego.
Tak dynamiczne zmiany spowodowały, że TVN wyprzedził Polsat i zbliżył się do TVP1, różnica między tymi stacjami wyrażona jest już tylko w ułamkach. Pozycja Jedynki jest poważnie zagrożona. Piramida najlepszych zmieniła się.
Trend spadkowy TVP2 utrzymuję się. Z roku na rok stacja traci: w marcu 2006 roku Dwójka była stacją drugiego wyboru i posiadała wyniki na poziomie 19.4, po dwóch latach jej udziały to zaledwie 15.6 %. Uwagę zwracają coraz to wyższe udziały kanałów tematycznych. Nie poszczególnych stacji, a ich wszystkich razem. Tylko w ciągu roku udziały stacji sprofilowanych zwiększyły się o ponad 20%.
Tendencja ta spowodowana jest za pewne błyskawicznie powiększającą się liczbą, dostępnych dla telewidzów kanałów.
Wg TNS OBOP, grupa celowa 16-49. Strzał w TVN, o ofensywie Polsatu
Polsat wystartował ze Strzałem w 10. Wymierzył go wprost w tefałenoskich Milionerów. Pierwszą, sobotnią rundę przegrał. TVN pokazał siłę swojej marki. Strategia programowa Polsatu jest odważna. Zamiast szukać zachowawczego pasma dla emisji nowego teleturnieju, testować - Polsat uplasował go od razu w sobotę o 17:45, czyli dokładnie kwadrans przed emisją Milionerów. Efekt decyzji programowej okazał się być przyzwoity. TVN nie znokautował Polsatu: stacje uzyskały odpowiednio 25% i 18% udziałów w rynku (TNS OBOP, 16-49). Kolejne tygodnie pokażą, jak nowa - sprawdzona póki co tylko za granicą marka – poradzi sobie z reaktywowanym, znanym i lubianym teleturniejem. Formaty z pewnością są konkurencyjne: duże emocje, studio z rozmachem, wysokie wygrane, angażujący prowadzący. Przed Polsatem jednak trudne zadanie. TVN bowiem dba o to, by nie stracić pozycji lidera. W dniu premiery Strzału w 10, młoda uczestniczka Milionerów doszła do pytania za milion. W przyszłą sobotę je usłyszy. To będą emocje, to będzie widownia. Nie często zdarzają się szanse na takie wygrane. Polsat aktywnie walczy o swoją pozycję. To niepierwsza bowiem sytuacja, gdy stacja ta konfrontuje swoją markę z marką konkurenta. Od dłuższego już czasu Wydarzenia walczą z Faktami, emisja serwisu informacyjnego Polsatu zaczyna się bowiem o 18:45, a TVN-u o 19. Jak na razie TVN jest niezagrożony (odpowiednio: 29% i 18% shr, TNS OBOP, 30.03.2008). Inny przykład. W zeszłym sezonie ramówkowym nowy, polsatowski serial obyczajowy Tylko miłość starł się z Dwójkowymi Barwami Szczęścia, produkcją co do gatunku identyczną. Start tych seriali okupiony był pracą strategów, czemu warto poświęcić moment. Początkowo Polsat miał wystartować w środę 12 września o 20., a Dwójka tydzień później. Co w sposób oczywisty dawało Polsatowi przewagę. Kiedy na początku września, w największych miastach w Polsce pojawiły się bilbordy promujące Tylko miłość - Dwójka poinformowała swoich widzów za pośrednictwem anteny, że w ową środę, 12 września niestandardowo wyemituje kolejny odcinek M jak Miłość. Co skomplikowało plany Polsatu, bo starcie z królową polskich seriali skazane jest na porażkę. Polsat więc podjął decyzję. Przekleił na billboardach datę premiery serialu, skorygował zwiastuny. Przyjął, że pierwszy odcinek pojawi się w czwartek, 13 września. Dwójka nie odpuściła. Tuż przed polsatowską premierą poinformowała swoich widzów, że M jak Miłość zagości na ekranie także w czwartek, ten czwartek. Polsat zapędzony został w róg. Premiera Tylko miłości nie odniosła sukcesu. Kolejny tydzień, w którym debiutowały Barwy Szczęścia okazał się być także zwycięski dla Telewizji Publicznej. Dalsze emisje spowodowały jednak wyrównanie wyników, widownia rozłożyła się pomiędzy stacjami proporcjonalnie. Polsat przyjął postawę ofensywną. Strzał w 10 jest tego kolejnym przykładem. Korzystając z tej metody udało mu się dotychczas osłabić pozycję TVP2. Czy w perspektywnie czasu taka strategia przyniesie oczekiwany skutek? Czas i telelmetria pokażą.
wtorek, 01 kwietnia 2008
Podglądactwo multimedialne
Podglądanie to motyw kulturowy tak stary, jak świat. Głód rzeczywistości i zaspakajanie ciekawości wpisane są w naturę człowieka. W epoce wynalazków, tuż przed milenium zmieniła się jednak technika podglądania: dziurkę od klucza zastąpiły szklane ekrany. Świat wkroczył w dobę podglądania masowego. Podglądania, które coraz częściej przyjmuje perwersyjne formy.
Biblijny zakaz bycia nadmiernie ciekawym człowiek złamał niemal w chwili jego wejścia w życie i zaczął grzeszyć, z lubością. Staruszkowie z ukrycia przyglądali się kąpiącej Zuzannie, Peeping Tom zza zasłony obserwował nagą lady Godivę, Fanny Hill przez szparę w drzwiach patrzyła na lubieżne namiętności. Wszystkich ich doścignęła kara, różna, czasem nieadekwatna do winy, jednak obligatoryjna, bez odroczenia.
Na początku lat 70’ w Stanach Zjednoczonych, bo gdzie by indziej, Craig Gilbert przeprowadził telewizyjny eksperyment. Wyemitował w tamtejszej publicznej telewizji 12 godzinnych epizodów z życia przeciętnej, amerykańskiej rodziny. Seria obnażyła filmowanych domowników: on okazał się być despotą, ona histeryczką i alkoholiczką, a ich dwudziestokilkuletni syn homoseksualistą. Produkcja biła wszelkie rekordy oglądalności, lecz krytycy, a w ślad za nimi telewidzowie wznieśli moralny raban. Podobny do tego, który wybuchł w Polsce, tuż po premierowym odcinku pierwszej edycji Big Brothera, 3 marca 2001 roku. Miliony widzów przed telewizorami, w napięciu śledziło poczynania Gulczasa, Manueli, Klaudiusza, Alicji, Moniki z Suchej Beskidzkiej i jeszcze kilku innych ochotników, obdarzonych ekshibicjonistyczną naturą. Tymczasem w tle rozpętała się społeczna burza o etyczny aspekt produkcji TVN-u. Na językach setek Janów Kowalskich i na pierwszych stronach gazet pojawiły się pytania: czy dom Wielkiego Brata nie jest, jak klatka dla zwierząt, czy przetrzymywanie ludzi w zamknięciu nie odbija się na ich zdrowiu psychicznych, czy formuła programu aby nie sprzyja nieczystym zagrywkom między uczestnikami i w końcu dlaczego tak tłumnie gromadzimy się punkt o dwudziestej przed telewizorami i ślemy w soboty miniony SMS-ów na swoich faworytów? Wraz z przeobrażeniem oferty programowej stacji telewizyjnych, ekspansją reality show Polacy uzmysłowili sobie ciemną stronę ludzkiej natury. Niejako odkryli na nowo, tudzież przyznali się – każdy przed samym sobą - że człowiek pożąda, łaknie, że lubuje się w podglądaniu i że im podglądana czynność bardziej intymna, tym większa satysfakcja. Euforia przecież osiągnęła szczytu po gimnastyce w jacuzzi sławnej Frytki z amantem, zwanym nie wiedzieć dlaczego Kenem. Społeczna afera etyczna, moralne poruszenie narodu trwało czas jakiś. Ścierały się różne fronty. Finalnie ustalono, że publicznością przed telewizorami wcale nie powoduje pierwotna chęć podglądania, tylko jakaś inna, magiczna siła, której dotychczas nie nazwano. Podejrzenie podglądactwa odrzucono, wytaczając argument że: z podglądaniem ma się do czynienia, gdy jeden obserwuje, a drugi o tym nie wie. Tu zaś obserwowani, zamknięci w domu Wielkiego Brata, formalnie przyzwolili szerokiej publiczności na przyglądanie się ich poczynaniom. Z potrzeby nazywania jednak masowego zjawiska ukuto nowy termin: oglądactwo. Termin zaiste treściwy. Skonstruowany analogicznie do podglądactwo – czyli zwulgaryzowanej wersji pojęcia ‘podglądanie’. Sama morfologia nowego pojęcia ‘oglądactwo’ nadała mu pejoratywnego wydźwięku. Sprawiła, że stało się ono niejako gorszą wersją zwyczajnego, pospolitego oglądania. Polacy zaakceptowali takie rozwiązanie, przestali dyskutować o etyce i przyzwoitości ich samych – oglądających. Z zaangażowaniem i z pasją oddali się dalszej lekturze całej serii produkcji z gatunku reality show: Dwa Światy, Bar, Gladiatorzy, Amazonki, Wyprawa Robinson. Tytuły poszły w dziesiątki. Minęło kilka lat od gorącej polemiki ogólnonarodowej. Media w tym czasie rozwinęły się, szczególnie elektroniczne. Rozkwitła też i upowszechniła się rejestrująca technologia mobilna. Nadawcą treści stał się dotychczasowy odbiorca, a jego głównym kanałem dystrybucji Internet. Serwisy WWW wypełnione są po brzegi amatorską produkcją. Te krótkie formy sprzedają się niejednokrotnie lepiej niż profesjonalne, pełnometrażowe realizacje. Rzeczywistość medialna zmienia się w piorunującym tempie. Przeobrażenia te przynoszą świeżość, mnogość i różnorodność treści, dostępnych dla odbiorców. Analiza tych treści jednak budzi niepokój. W sieci bowiem roi się od filmów nagrywanych z ukrycia i publikowanych bez zgody autorów. Zjawisko to tyczy się zarówno celebrytów - to jest ludzi znanych z tego, że są znani, jak i prywatnych, niepublicznych osób. Coraz lider plotkowej opinii publicznej donosi, że w sieci pojawiło sekswideo Paris Hilton, tudzież jej koleżanki, tudzież kuzynki jej koleżanki. I o ile w przypadku celebrytów można przyjąć założenie, że to specyficzny, śmiały wybieg promocyjny - realizowany za zgodą bohatera wideo, o tyle trudno uwierzyć w to, że nieznana szerokiej publiczności czternastolatka, przebierająca się na lekcję wuefu w szkolnej szatni, wpierw nagrywa się, a kolejno publikuje w sieci swoje małe, intymne show. Najpewniej twórcą tej superprodukcji jest umiarkowanie sympatyczny, ale za to śmiały i nad wyraz rozwinięty kolega, ze szkolnej ławki. Który nie dość, że podgląda, to jeszcze dzieli się zakodowanym w elektronicznej formie obrazem z rzeszą innych, interaktywnych voyerystów. A co więcej najczęściej pozostaje zupełnie bezkarny.
Dyskusji społecznej na ten temat nie ma. Oburzenie sprzed siedmiu lat, kontrowersje etyczne nie powracają. Czasem, w panującym szumie medialnym można usłyszeć, że uczeń iks nauczycielowi igrek nałożył kubeł na śmieci na głowę, i że dziewczynka zet po umieszczeniu pikantnych filmów z jej udziałem w sieci przeżyła załamanie nerwowe. Ale żadna debata, na miarę tej z okolic Big Brothera się nie toczy. Być może dlaczego, że teraz analiza sytuacji doprowadziłaby nieuchronnie do wniosku, że mamy do czynienia z podgląctwem z definicji. A nawet więcej, że doczekaliśmy czasów perwersyjnego podglądactwa multimedialnego. Gdzie akt podglądania nie zachodzi już w grupie ograniczonej, w konkretnym miejscu, w konkretnym czasie, lecz w akcie może uczestniczyć niemal każdy, w dowolnej lokalizacji i o dowolnej porze – na żądanie. Takie wnioski zmusiłyby każdego z osobna i wszystkich razem do przyznania się, że ciemna strona natury człowieka, bierze górę w medialnej rzeczywistości. Moglibyśmy także oczywiście po raz kolejny wyprzeć samych siebie i stworzyć nowe pojęcie - które oznaczałoby omówione powyżej, pobieżnie zjawisko, a nie byłoby równoznaczne z wstydliwym, wypieranym podglądactwem. Mogłoby ono na przykład brzmieć: skopofilia medialna.
|