|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Fabryka luster, czyli krótko o telenowelach
Dziesiątki tytułów, setki zekranizowanych perypetii z życia wziętych, miliony widzów przed telewizorami. Telenowelowy świat dzieje się każdego dnia. Trudno wyobrazić sobie bez niego współczesną telewizję. Telenowela zakorzeniła się już na dobre w ramówkach stacji telewizyjnych. Stała się integralnym elementem ofert programowych nadawców. Tylko w 2005 roku cztery największe stacje: TVP1, TVP2, Polsat i TVN wyemitowały łącznie ponad 1500 godzin premierowych odcinków polskich produkcji. Opery mydlane cieszą się dużą popularnością. Pozornie nasycony rynek wciąż wchłania kolejne tytuły, a te bez trudu znajdują swoich odbiorców: choćby wdrożone jesienią zeszłego roku Barwy szczęścia i Tylko miłość. Uznane tytuły przyciągają miniony widzów. Każdy odcinek M jak Miłość gromadzi przed telewizorami ponad 3,5 miliona fanów. głównie kobiety, choć i mężczyzn nie brakuje - ci bowiem stanowią przeszło 30 procent widowni. W poniedziałkowe i wtorkowe wieczory ponad 50% odbiorników telewizyjnych włączonych jest na Dwójce. Widzowie od lat wiernie śledzą poczynania Mostowiaków, podobnie zresztą jak i losy Lubiczów, Brzozowskich i innych klanów. Szczegółowe dane na temat oglądalności wybranych telenoweli znajdują się na poniższym wykresie.
(Dane wg TNS OBOP, linia obrazuje udziały, słupki widownię.) Pierwsza polska produkcja o znamionach telenoweli pojawiła się u schyłku PRL-u. Piosenka Grzegorza Markowskiego, wykorzystana w czołówce, regularnie przez ponad dwa lata rozbrzmiewała w kilkunastu milionach mieszkań. Frazę – (…) w labiryncie ludzkich spraw, zagubieni Ty i ja, odnajdziemy światło dnia, na przekór nocy (…) - znali niemal wszyscy, podobnie jak i perypetie głównych bohaterów. Produkcja ta do dziś często postrzegana jest jako pierwsza polska opera mydlana, tymczasem z definicji nigdy nią nie była. Telenowela bowiem to szczególna forma serialu. To niekończąca się opowieść, która trwa tak długo, jak długo tłumnie oglądają ją widzowie. Najistotniejszą jej cechą gatunkową jest abstrakcyjna struktura powiązań i zależności między bohaterami, która pozwala w nieskończoność multiplikować ich perypetie. W labiryncie takiej natury nie miało. Była to historia długa - bo studwudziestoodcinkowa, jednak skończona. Autorski scenariusz przewidywał wstęp, rozwinięcie i pointę. Wszystkie wątki zostały zamknięte, a ostatni odcinek nosił tytuł Pożegnanie. Była to jednak produkcja nie bez znaczenia. Stanowiła ona bowiem - razem z zachodnimi tytułami, takimi jak Dynastia, czy Pokolenia (emitowanymi w Telewizji Polskiej na początku lat 90.) podwaliny pod rynek telenoweli sensu stricte. Ich wysokie udziały i wierna widownia ośmieliły polskich producentów. Historia rodzimych telenoweli jest krótka. O ile najstarsze opery mydlane – Klan i Złotopolscy – mają dopiero jedenaście lat, o tyle w Stanach Zjednoczonych siedem na dziesięć telenoweli ma już przynajmniej ćwierć wieku; losami tych samych bohaterów żyją kolejne pokolenia Amerykanów. Telenowelowe trzęsienie ziemi nastąpiło w Polsce po 2000 roku. A po trzęsieniu ziemi, zgodnie z zasadą Alfreda Hitchcocka, napięcie mogło już tylko rosnąć. Nadawców najpewniej zmotywowały sukcesy, jakie odnosiły dwa prekursorskie tytuły. Kolejne opery zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu - nastała epoka produkcji przemysłowej, produkcji na masową skalę. Obecnie w ofercie programowej największych stacji telewizyjnych znajdują się dziesiątki tytułów. Każdego dnia widzowie mogę spędzić kilka godzin w towarzystwie swoich ulubionych bohaterów. Tylko jutro na ekranach telewizorów zagoszczą kolejno: Klan (17:35, TVP1), Pierwsza miłość (18:00, Polsat), Plebania (18:30, TVP1), Samo życie (19:30, Polsat), M jak Miłość (20:05, TVP2) i Na wspólnej (20:55, TVN). Niemal wszystkie nadane zostaną w primie timie - co oznacza, że są to pozycje strategiczne dla nadawców. Opery mydlane istnieją i istnieć będą, bo nieustannie zaspakajają głód narracji, zaspakajają naturalną dla człowieka potrzebę: plotki, anegdoty i gawędy. Telenowele pozwalają widzom uciec od codzienności, przez chwilę żyć życiem innych, obserwować ich problemy i troski. Są jak lustro, w którym można się przejrzeć i zobaczyć własny los. To swoisty fenomen psychospołeczny. niedziela, 06 kwietnia 2008, medioskop
TrackBack
|